Site Loader

WIELKA RACZA

W Beskidach mieszkam od dziecka, ale nigdy nie byłam wielką fanką górskich wędrówek. Tak naprawdę moja przygoda z górami rozpoczęła się ponad rok temu. Od tego czasu udało mi się zaliczyć najważniejsze szczyty Beskidu Żywieckiego m.in. Babią Górę, Małą Babią, Pilsko, Rysiankę, Przegibek, Wielką Raczę, czy Wielką Rycerzową. Odrobinę Beskidu Śląskiego: Skrzyczne, Barania Góra, Magurka Wiślańska, Magura Radziechowska, a także Beskidu Małego: Potrójna, czy Chrobacza Łąka. Pewnie dla osób, które od lat chodzą po górach nie jest to szczególny wyczyn, ale dla mnie to ogromny sukces. W rok zobaczyłam więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie, a dzięki górskim wędrówkom odkryłam swoją nową pasję – fotografię krajobrazową. Odkąd zobaczyłam swój pierwszy zachód słońca z Hali na Małej Raczy mój świat obrócił się o  180 stopni. Od tego dnia polowania na wschody i zachody słońca całkowicie pochłonęły mój czas wolny.

Wielka Racza to mój ulubiony szczyt w Beskidzie Żywieckim. To właśnie tutaj rozpoczęła się moja pierwsza górska przygoda. Hala na Małej Raczy jest doskonałym punktem widokowym na pasmo Małej Fatry, możecie stamtąd podziwiać najbardziej charakterystyczny szczyt tzw. Krywańskiej Małej Fatry, czyli Wielki Rozsutec. Zupełnie nie rozumiem tłumu turystów zmierzających w stronę schroniska na Wielkiej Raczy. Osobiście wolę usiąść w ciszy na Hali poniżej i nacieszyć oko magią przetaczających się przez niebo chmur i kolorów cudownie rozświetlających pasmo Małej Fatry. Nie znam lepszego sposobu na odpoczynek, ucieczkę od ludzi, czy wyciszenie myśli po ciężkim dniu pracy. W 2020 r. spędziłam tam mnóstwo godzin, wielokrotnie fotografując zachody słońca. Poniżej kilka ujęć na wspaniały i majestatyczny Wielki Rozsutec. 

Wielki Rozsutec widoczny z Hali na Małej Raczy. Lato 2020
Zachód Słońca z widokiem na pasmo Małej Fatry. Jesień 2020

MAŁE PIENINY

Zanim świat opanowała pandemia koronawirusa udało mi się spędzić kilka dni w Pieninach. To była moja pierwsza zimowa i zarazem urodzinowa wyprawa w góry. Pokonałam swoją granicę komfortu cieplnego, przeszłam pieszo pierwsze 20 km, zwiększyłam zasięg terytorialny i zrobiłam więcej zimowych ujęć niż przez całe swoje życie. Byłam tak oczarowana widokiem Trzech Koron z Wysokiego Wierchu, że wyciągając aparat zupełnie zapomniałam, że nie mam rękawiczek. Kwadrans później przez godzinę nie mogłam ogrzać dłoni. Wydawało mi się, że palce mi odpadną, ale jak pisałam wcześniej w mojej głowie panowało lato, chociaż dłonie odczuwały coś zupełnie innego.

To były piękne dni, gdy patrząc na otaczający mnie dookoła śnieg, myślami wyobrażałam sobie jak pięknie musi tu być na wiosnę. Niestety nie przewidziałam, że wiosną przyjdzie nam się zmierzyć z COVID-19. Pięć liter, dwie cyfry i zakaz przemieszczania się. Najpiękniejszy czas, gdy świat budzi się do życia po zimie spędziłam w domu.  Wróciłam dopiero latem i tym razem zostawiłam tu swoje serce. O tej porze roku Małe Pieniny mogłabym porównać do Shire, regionu Śródziemna zamieszkałego przez hobbitów. Soczyście zielone łąki falujące na pagórkach niczym dywany, Tatry zatopione w promieniach zachodzącego słońca i wreszcie zapadający zmrok, który powoli otula doliny do snu. Przy akompaniamencie dźwięku dzwoneczków owiec wracających do swojej zagrody, miałam okazję podziwiać wspaniały spektakl słońca zachodzącego nad Trzema Koronami. Czy dla takich chwil warto żyć? Oceńcie sami.

Małe Pieniny widok na Tatry. Styczeń 2020
Wysoki Wierch i widok na Trzy Korony. Styczeń 2020
Wysoki Wierch i zima na całego. Styczeń 2020
Falujące dywany Małe Pieniny. Sierpień 2020
Zachwycający zachód słońca nad Trzema Koronami.
Trzy Korony kolejny zachwycający zachód słońca.

BABIA GÓRA

2020 rok zdecydowanie należał do Królowej Beskidów, chociaż dla mnie to prawdziwa królowa zachodów. Moja pierwsza wycieczka na wschód na Babiej zakończyła się niepowodzeniem. Wbrew wszelkim prognozom koło 1 w nocy niebo w okolicach Babiej Góry zaczęły rozświetlać pierwsze wyładowania atmosferyczne. Co więcej, nawet o tej porze znalezienie miejsca parkingowego na Przełęczy Krowiarki graniczyło z cudem. Tłumy, tłumy, tłumy. W pandemicznym szale ludzie zaczęli doceniać komfort wolności jaki dają nam góry – tym razem odpuściliśmy. Spacer w sznurku na sam szczyt spowodowałby, ze czułabym bardziej pętle na szyi niż swobodę, ale kto co lubi.

Kolejna wyprawa na Babią Górę tym razem na zachód była równie ciekawa. Na szczęście tłumy zdążyły opuścić szczyt przed zachodem słońca i nie musieliśmy się martwić o kawałek przestrzeni dla siebie. Na szczycie wiało tak mocno, że jestem pełna podziwu dla dziewczyny, która zdjęła wtedy kurtkę, żeby zapozować do zdjęcia w sportowym topie. Miałam na sobie bluzę i kurtkę, a zęby dzwoniły mi jak łańcuch zębatki w rowerze. Kontrast między nami był niesamowicie uderzający. Na szczęście Królowa była dla nas łaskawa i naszym oczom ukazał się malowniczy zachód słońca, który swoją intensywnością wypełnił całe niebo ciepłymi barwami. Nawet wiatr przestał mi przeszkadzać, byłam zachwycona.

Podczas innej wyprawy, tym razem na Małą Babią Górę poczułam się jak postać z bajki Disneya. Początkowo zupełnie nijaki zachód słońca trochę nas zniechęcił i stwierdziliśmy, że dzisiaj nic z tego nie będzie. Zaczęliśmy powoli schodzić i nagle niebo dosłownie zapłonęło. Zrobiło się tak intensywnie różowo, czerwono i fioletowo, że szczęka mi opadła, musiałam ją podnosić ze szlaku – cud, że jej tam nie zgubiłam. Poniżej prezentuję kilka najbardziej spektakularnych zdjęć z Babiej, które będą mnie jeszcze długo rozgrzewać podczas mroźnych zimowych wieczorów.

Babia Góra okiem Artura. Lato 2020
Angela łapie promienie słońca na Babiej Górze.
Darmowy bilet wstępu do Disneylandu zafundowany przez samą Królową Beskidów.

W 2020 roku spędziłam wiele godzin na górskich szlakach. Przełamałam swoje słabości, znalazłam nową pasję, miłość i szczęście. Nie spotkałam ani jednej żmii, zobaczyłam na własne oczy ślady misia i prawie umarłam na zawał z tego powodu.  Poznałam również Zaczarowaną Górami Olę  i kilka innych wspaniałych osób.

Dziękuję Wam z całego serca za wsparcie i motywację do działania!

 

PS. Przypominam, że wykorzystując zdjęcia bez zgody ich autora, naruszamy jego prawa majątkowe oraz osobiste. Tak więc Artur, dziękuję za możliwość publikacji, a Was zapraszam do odwiedzenia galerii autora na Instagramie kliknij tutaj.

 

 

  

Angela

"Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko." Albert Einstein

Śledź mnie na Instagramie @angela_itrw

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O witrynie

Angela – założycielka i redaktorka bloga Angela in the real world. Przemierza górskie szlaki marząc o podróży do Patagonii. Prosty człowiek żyjący w skomplikowanym świecie.

Artur  – urodzony w Beskidach entuzjasta górskich wędrówek, naturelover, pasjonat fotografii krajobrazowej, współtwórca treści wizualnej Angela in the real world. artur.matuszek_photography